[kliknij, aby powiększyć]

 

Wystawa Coś dla Grzesia malarstwo Grzegorza Ogórka, upamiętniająca twórczość absolwenta Katedry Sztuki i Kultury Plastycznej UZ.


Grzegorz w zeszłym roku pożegnał się ze światem. Miał tylko 25 lat, ale zdążył zaznaczyć swoją obecność jako aktywny młody artysta, czego dowodem jest ta wystawa. Obrazy o czystej kolorystyce, zbliżenia śpiących, nieobecnych, jakby zatrzymanych w czasie postaci (cykle „Śpiący w pociągu”, „Martwe natury”), owocowe kompozycje, relacja postać - przestrzeń, obecnie nabierają dodatkowego znaczenia. Przypominają, że warto zachować o człowieku barwne wspomnienia.

O tym, jak sen i śmierć wykraczają poza "nasz" czas. Poza czasem, poza barierą śmierć - życie są też ludzkie wytwory. I to one pozwalają zetknąć się z człowiekiem lub chociaż z jego częścią, nawet gdy nie ma go już wśród nas. Przestrzeń galerii daje ku temu szczególną okazję. Dlatego zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z malarzem. Coś dla Grzesia, od nas. Coś od Grzesia - dla nas...


Grzegorz Ogórek (1983-2008), absolwent Katedry Sztuki i Kultury Plastycznej UZ, dyplom w Pracowni Malarstwa w roku 2007 pod kierunkiem ad. Magdaleny Gryski (wystawa dyplomowa w zielonogórskiej galerii Pro Arte).

 

 

Nikt nie wie

Poza malarstwem uczyłem się jeszcze bycia życia, to zdanie wyłuskane i zaczerpnięte przeze mnie z katalogu Grzegorza Ogórka przygotowanym do wystawy dyplomowej, pośród innych swobodnych myśli zatrzymało mnie, by zastanowić się nad tym, czy poznałam Go choć trochę... czy rozumiałam Go choć trochę...

W świecie Grzegorza czas się zatrzymał, przestał płynąć. W naszej pamięci żyje jeszcze, cieszy się nawet zdrowiem, młodością, miłością, nie musi się bać zapomnienia. Czy tęsknił za czymś? Wypatrywał czegoś? To, co nam pozostawił, to uczucie, że coś nam umknęło, czegoś nie dopatrzyliśmy, nie dostrzegliśmy, zabrakło nam uważności. Zostaliśmy z tymi pytaniami bez odpowiedzi, zostaliśmy sami z żalem, bezradnością i pewnością, że nasz smutek nie powstrzyma wiosny z której sam zrezygnował i słonecznych poranków, nowych horyzontów jeszcze nie rozpostartych, których nie chciał oglądać.

W obrazach Grzegorza wszystko niby jest, niby istnieje, ale nie do końca - pustka staje się zagadką. Realność i nierealność, południe i wieczór, płaskość i trójwymiarowość, wszystko to zanurzone w jakiejś stagnacji i okryte welonem smutku okrywającym całą naturę1.

Z mojej pamięci chcę przywołać pewien obraz; ten obraz to pokój, pomieszczenie o różowo - fioletowych ścianach, na planie najbliższym widzowi spoczywa modelka, kobieta, obrócona tyłem, ma zakrytą twarz. Nie wiadomo, odpoczywa czy płacze, tęskni, jest opuszczona lub dopiero co sama odeszła. Odczuwanie tęsknoty jest z reguły reakcją na jakąś utratę. Co utraciła, żałuje, nie wie co robić, pogodzona? W tym pustym i sztucznym świecie, w którym geometryczny rygor graniczy ze schematem, właściwie człowieka nie powinno być, ale jest - wrzucony, skazany na bycie. Na jednej ze ścian, które dają wrażenie częściowej płaskości, pojawia się okno, z wdzierającym się błękitem nieba, zwiastunem nowych szans. To swego rodzaju otwór, gdzie istnieje możliwość wglądu w inną rzeczywistość, a jednocześnie to obraz w obrazie, obraz na ścianie. Namalowany, będący tylko złudną realnością bycia czegoś poza nim. To, co zostało utracone, znajduje się poza horyzontem, ale wywołane tym, co znajduje się w niej/nim, czyli to ja, jest źródłem tęsknoty i jej przedmiotem.

Figura ludzka to wyobrażenie melancholicznego sposobu bycia Grzegorza, jest ekspresją jego nastrojów, uosobieniem alienacji i symbolem jego wnętrza. Zestawienie konkretu, ludzkiej osoby ze swoimi zawiłościami, niedomaganiami, pragnieniami, z pustą przestrzenią, tak widzę teraz, jest jak makrokosmos odbity w człowieku - lustrze jako mikrokosmos, a zatem - zgodnie z wielowiekową tradycją - przez pryzmat nastrojów czy stanów melancholicznych przeżywanych w określonej scenerii przebijać jakoś musi rozumienie natury bytu2. Czy Grzegorz odzwierciedlał nasz świat, lęki, uwidaczniał zagubienie człowieka, dostrzegał więcej niż my, ale nie umiał tego nazwać - czy uczył się tylko akceptacji faktu, że życie jest. Wątek ten obecny jest w wielu cyklach jego prac.

Inną grupą, obok różowo - fioletowych prac, jest zestaw obrazów namalowany po pobycie w szpitalu. Grzegorz portretował ludzi będących obok niego. Zaglądał im „przez oczy” do wnętrza duszy. Współczuł i był obecny, po raz kolejny udowadniał, że życie jest, że życie takie jest też, w swych najzwyczajniejszych przejawach. Był blisko drugiego człowieka, zawsze...

Ostatnie prace, które znam, to podróżni - śniący i śpiący. Po raz kolejny wyobcowani, zamknięci w sobie. Istniejący w swoim tylko mikrokosmosie. Żaden szmer nie rozprasza ciszy, żaden łoskot jadącej maszyny jej nie przerywa. Ze snów sypią się marzenia, zdarzenia, zachwyty i rozpacze, do snów są klucze, można je interpretować, próbować zrozumieć. Bez nas sny nie istnieją, koło się zamyka. Nadal nikt nie wie, gdzie jest klucz do Jego snu, kogo zapytać, gdzie pójść, każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie3.

Zerwałeś warunki naszej umowy, miałeś ciągle być i trwać przy byciu życia i malarstwie. Miałeś dać światu swoje refleksje i cząstkę siebie. Na to świat liczył, przecież wiesz... Rzeczywistość wymaga, żeby i o tym powiedzieć: życie toczy się dalej...4, mówi Szymborska. Szkoda że bez Ciebie Grzesiu, mówię ja.

Magdalena Gryska

 

1 Wojciech Bałus, Mundus melancholicus, Melancholiczny świat w zwierciadle sztuki, Wydawnictwo Universitas, Kraków 1996, s. 143

2 Wojciech Bałus, Mundus melancholicus, Melancholiczny świat w zwierciadle sztuki, Wydawnictwo Universitas, Kraków 1996, s. 19

3 Wisława Szymborska, Koniec i początek, Wydawnictwo a5, Poznań 1996, s. 27

4 Wisława Szymborska, Koniec i początek, Wydawnictwo a5, Poznań 1996, s. 14

__________________________________________________________________________________________________ Koło Naukowe PWW przy Katedrze Sztuki i Kultury Plastycznej Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego